Mariusz Godlewski: Marzy mi się, że kiedyś Legia zagra na Torwarze

czwartek, 15 Luty, 2018

Po zakończeniu ostatniego rozgrywanego spotkania z AZS UWM Olsztyn porozmawialiśmy z zawodnikiem Legii Warszawa – Mariuszem Godlewskim. Wieloletni kapitan, skromny i oddany rodzinie warszawiak – tak w skrócie można opisać naszego rozmówcę. Zapraszamy na ciekawą rozmowę z zawodnikiem Wojskowych.

 

siatka- legia-olsztyn -12

Może na samym początku mógłbyś krótko ocenić dzisiejszy mecz?

– Olsztyn zaryzykował zagrywką przez dwa pierwsze sety i wychodziło im to. Mieliśmy problem z przyjęciem, dlatego przegrywaliśmy. Później zagraliśmy ciut lepiej, a Olsztyn nie kopał już tak na zagrywce, a tie-break jest zawsze loterią. Byli o te 2/3 punkty lepsi.

Ten rok zaczęliście bardzo dobrze, później zdarzyły się dwie porażki (po meczu z AZS UWM Olsztyn trzy). Jakie w związku z tym są nastroje w szatni?

– Nastroje są dobre. Wiemy w jakim kierunku mamy iść, wiemy jakie błędy popełniamy. Patrząc na tabele wiadomo, że przystąpimy do fazy play-off z 4 lub z 5 miejsca. Przy złym układzie z 6 ale to dla nas nie ma jakiegokolwiek znaczenia. Czy w play-offach trafimy na Augustów, Międzyrzec czy Metro, mamy wyjść na te dwa mecze, zagrać dobrą siatkówkę i wygrać.

W tym sezonie, niestety, nie jesteś zawodnikiem podstawowej szóstki. Jak znosisz swoją nową rolę? Czy nie stanowi to dla Ciebie problemu?

– Tak, dla mnie to nowa rola. Zawsze czy trener widział mnie w pierwszej szóstce, czy nie widział to większość sezonu byłem w szóstce. Tutaj było widać, że trener stawia na Kaczorowskiego i Majcherka. Większość meczy wygraliśmy, więc jakiś plan trener miał. W połowie się to sprawdziło, a w połowie nie. Nie mogę mieć pretensji do trenera i wymuszać swoją postawą, że chcę grać w pierwszej szóstce. Muszę to udowodnić na treningu. Trener widzi, że oni są w lepszej formie ode mnie i dlatego grają. Ja staram się wejść z ławki i pomóc drużynie. Jeżeli będziemy wygrywać a ja będę siedzieć na ławce, to nie ma to dla mnie większego znaczenia. Chcę wygrywać, obojętnie jaka moja rola będzie w drużynie.

Kolejny sezon jesteś kapitanem drużyny. Przywykłeś już do tej odpowiedzialności?

– Zawsze w drużynie młodzieżowej byłem kapitanem. Później w różnych klubach seniorskich jeśli nie byłem kapitanem, to byłem nim na boisku jak kapitan nie grał. Zawsze trener liczył się z moim zdaniem. Teraz od reaktywacji Legii czwarty sezon jestem kapitanem. Większość kariery jestem kapitanem.

Gdzieś wyczytałam, że Twoim sportowym idolem jest Giba.

– Giba to brazylijski siatkarz, niewysoki, skoczny, z charakterem, który pokazywał swoją wolą walki że dla niego nie było przegranej piłki. Walczył do końca. Był kilka razy wybierany najlepszym zawodnikiem świata, do tego zdobył Mistrzostwo Olimpijskie i Mistrzostwo Świata.

Czy, według Ciebie, w obecnym czasie rozwija się jakiś zawodnik, który może dorównać Brazylijczykowi?

– Siatkówka poszła troszkę w innym kierunku niż była w tamtych czasach. Teraz, moim zdaniem, najlepszym zawodnikiem jest Leon. On ma zupełnie inne parametry fizyczne niż Giba. Myślę, że Giba miał talent ale nie aż taki jak Leon. Giba charakterem i pracą wywalczył sobie takie miano a Leon to czysty talent, który trzeba pielęgnować. Miejmy nadzieję, że pomoże nam w kadrze.

Twój debiut w Legii miał miejsce z AZS UMW Olsztyn II, w 2007 roku (0:3). Mam wrażenie, że w Warszawie czujesz się idealnie – po każdym transferze wracasz do Legii.

– Urodziłem się w Warszawie. Warszawa jest moim domem. Kilka razy próbowałem wyjeżdżać ale to były sezonowe wypady. To były miejscowości raczej blisko Warszawy, więc można powiedzieć, że całą karierę spędziłem tutaj.

Byłeś świadkiem poprzedniej reaktywacji Wojskowych. Drużyna z sezonu na sezon gra coraz lepiej. Co, według Ciebie, zmieniło się od tego czasu?

– Ciężkie pytanie… Nie ma się co oszukiwać, na pewno są większe nakłady finansowe. Nie mówię, że Legia ma teraz taki budżet, że może ściągnąć każdego zawodnika ale pamiętam, że ciężko było się doprosić o cokolwiek. Nawet żeby zwrócili za bilet było ciężko. Myślę, że po reaktywacji jest to zupełnie co innego. Zawodnicy co roku prezentują wyższy poziom, a jak poziom sportowy idzie do góry to miejsce w tabeli też.

Legia, jako sekcja siatkarska, staje się coraz bardziej popularna. Na mecze przychodzi sporo kibiców. Jakie to uczucie dla zawodnika czuć takie wsparcie ze strony trybun?

– Cieszę się, że kibice przychodzą, można powiedzieć, w tak licznej grupie. Ale ja chcę jeszcze więcej! Hala pomieści 200-250 osób, chciałbym żeby na play-off była cała zapełniona. Zdecydowanie lepiej nam się gra jak mamy kibiców po swojej stronie, jak nam nie idzie to słyszymy wsparcie. Marzy mi się, że kiedyś Legia zagra na Torwarze i będzie pełna hala ale… to chyba nie możliwe w Warszawie. Niestety nawet mecze koszykarskiej Legii nie przyciągają kompletu widzów, a koszykówka jest jak na razie nr 2 w hierarchii kibiców Legii. Moim zdaniem Warszawa jest specyficznym miastem, które ma za dużo do zaoferowania więc jak taki obiekt jak Niegocińska będzie zapełniony w 100%, to z tego będę się cieszył.

 

siatka- legia-olsztyn -11

 

Idealna promocja Legii miała miejsce ponad 2 lata temu, podczas  V Ogólnopolskiego Zlotu Kibiców PGE Skry Bełchatów. Jak wspominasz towarzyski mecz z PGE Skrą Bełchatów? Gra z jedną z najlepszych drużyn ligi musi być emocjonująca?

– Bardzo fajne doświadczenie. Po drugiej stronie siatki grało dwóch byłych legionistów z którymi grałem – Andrzej Wrona i Karol Kłos. Fajnie było z nimi zagrać. Prezentowali zupełnie inny poziom, ja zostałem na tym poziomie drugoligowym a oni jako Mistrzowie Świata. Doświadczenie fajne zagrać z drużyną Plusligową. Wynik 3:0 ale chyba nie to było najważniejsze. Pojechaliśmy tam, dostaliśmy zaproszenie od Skry Bełchatów. Starcie mistrzów – my zdobyliśmy najwięcej medali a oni najwięcej złotych (z drużyn obecnie grających w PlusLidze – przyp. red.).

Patrząc z perspektywy czasu, uważasz że dobrze zrobiłeś decydując się na siatkówkę?

– Tak, na samym początku trenowałem piłkę nożną. Zawsze chciałem być na przodzie ale trener coraz bardziej stawiał mnie na obronie czy na pomocy. Mi to nie odpowiadało, więc mówię „Aaa, poszukam czegoś innego”. W podstawówce miałem nauczyciela wf-u, który trenował siatkówkę w MDK-u. Większość wf-ów wyglądała tak, że graliśmy w siatkówkę. Wychodziło mi to najlepiej z klasy, więc czemu nie spróbować siatkówki? Zapisałem się do klubu w MDK-u, byłem wiodącym zawodnikiem i ciężko było zrezygnować.

Mimo wszystko nie jest łatwo być siatkarzem na 3 poziomie rozgrywek. Każdy z was musi sobie jakoś radzić z obowiązkami i pracą. Jak to jest w Twoim przypadku?

– Od razu po pracy jadę na trening. Ciężko jest znaleźć chwilę wolną na odpoczynek. Przed sezonem wiedziałem, że tak to będzie wyglądało. Traktuję siatkówkę jako hobby, jako pasję. Poświęciłem temu większość swojego życia, 16 czy 17 lat, więc ciężko jest z tego zrezygnować. Nawet jak nie idzie, to i tak chce się przyjść na trening, trenować i grać. Tak jak wspomniałem, idziemy rano do pracy, zarabiamy na chleb a później na trening bo to nam sprawia przyjemność. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, że ktoś z musu przychodzi na trening. Nie tędy droga – można iść sobie do trzeciej czy czwartej ligi. Druga liga wymaga już jakiegoś poziomu i poświęcenia ze strony zawodników. Wiadomo, rodzina będzie najważniejsza, później praca ale na 3 miejscu musi być siatkówka. Bo jak jest na miejscu 5, 6 czy 7 to to nie wypali.

Na Mokotowie powstała nowa lokalizacja Akademii Siatkarskiej. Jak idzie ci praca z dziećmi?

– Dostałem propozycję żeby rozkręcić szkółkę przez miesiąc czy dwa. Przez to, że pracuje to nie miałem czasu pojeździć po szkołach żeby od podstaw rozkręcić tą szkółkę, tylko dostałem gotową grupkę dziesięciu osób. Próbowałem zachęcić ich do siatkówki, bo wiadomo każdy kto przyjdzie na trening siatkarski od razu siatkarzem nie zostanie. Ważne jest to aby zaszczepić dzieciakom że trzeba się ruszać, a nie tyko przed komputerem siedzieć i grać w jakieś głupie gry.

Skoro mówimy już o Akademii. Jesteś doświadczonym zawodnikiem, czy właśnie w roli trenera widzisz się po zakończeniu kariery?

– Gram od 16 czy 17 lat więc jakąś tam wizję mam, ale czy do dzieci? Nie wiem. Temat jest oczywiście do rozważenia ale to trzeba usiąść i porozmawiać. Dodatkowo pytanie do zarządu czy się nadaje do tej pracy.

Czego Ci życzyć na najbliższy czas?

– Samych zwycięstw do końca sezonu. Obojętnie czy w roli podstawowego zawodnika czy rezerwowego. Ważne żeby wygrywać każdy mecz, a jak się wygra wszystko do końca to będzie awans.

 

Rozmawiała: Weronika Ornat, fot. Anna Okolus