Z kart historii sekcji: Tomasz Wójtowicz

piątek, 22 Wrzesień, 2017

22 września to data bardzo ważna dla polskiej siatkówki. Tego dnia, 64 lata temu, urodził się Tomasz Wójtowicz, m.in. złoty medalista mistrzostw świata (1974), igrzysk olimpijskich (1976), zdobywca PEMK (1985) ale także mistrz Polski z Legią Warszawa.

 

Legia - Czołg 06

 

Urodził się w Lublinie. Syn Kazimierza i Bogumiły Wójcik, absolwent Liceum Ogólnokształcącego dla Pracujących w Świdniku oraz student warszawskiego AWF-u. Były zawodnik MKS i AZS Lublin, Avii Świdnik oraz Legii Warszawa. Do siatkówki zachęcił go ojciec. – Mój ojciec był zawodnikiem i trenerem siatkówki, mama również, więc w takim środowisku ciężko było przynajmniej nie spróbować – mówi Tomasz Wójtowicz. – Gdy ojciec trenował drużyny, to ja już od najmłodszych lat chodziłem na treningi i w kąciku odbijałem piłkę – tak to się zaczęło. Później była szkoła średnia, no i wybór, czy siatkówka, czy coś innego, ponieważ mi też nieźle szło w innych dyscyplinach. Wybrałem jednak siatkówkę ze względu na tradycję.

W wieku 18 lat wraz w kadrą narodową juniorów prowadzoną przez Władysława Pałaszewskiego wywalczył m.in. tytuł wicemistrzów Europy juniorów w Hiszpanii (1972) i brązowy medal ME w holenderskim Voorburgu (1973). Był naturalnym talentem. Legendarny Hubert Wagner powiadał, że kluczem było nie tłamszenie jego indywidualności, a po prostu danie mu grać. Jako pierwszy zawodnik na świecie zaczął atakować z drugiej linii według schematu opracowanego przez drużynę Wagnera. Z pewnością był graczem wszechstronnym, obdarzonym bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, ale i również niesamowicie odpornym psychicznie, o silnym charakterze.

W barwach narodowych rozegrał 325 spotkań zdobywając m.in.: tytuł mistrza świata w Meksyku (1974), 4 srebrne medale w mistrzostw Europy w Belgradzie (1975), Helsinkach (1977), Paryżu (1979) i Berlinie (1983), będąc najlepszym atakującym turnieju!. Był także trzykrotnym uczestnikiem Pucharu Świata: w Pradze (1973) – 2 miejsce i dwa razy w Tokio (1977 i 1981 ) – dwukrotnie czwarte miejsce. W tygodniku „Sportowiec” opowiadał:Meksyk 1974. Mistrzostwa świata wspominam jak cudowny sen. Miałem za sobą zaledwie rok gry w reprezentacji Polski i jechałem tam jako zdrowy, młody, nie wypalony człowiek, pełen wiary, że wszystko jest do wygrania. Miałem szczęście. Trafiłem na wyjątkową grupę sportowców. Wybitnych. Każdy był odrębną, mocną indywidualnością. Prędko wkleiłem się w tę grupę. Zostałem przyjęty. Radość była tym większa, że już wtedy grałem w pierwszej, podstawowej szóstce. W Montrealu było już trochę inaczej. Człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, ile ma do wygrania, ale również i z tego, o jaką stawkę się walczy, to znaczy ile jest do przegrania. Montreal był właśnie taki. Wyruszyliśmy tam w zupełnie niesamowitym klimacie i każdy rezultat, poza złotym medalem, byłby dla nas klęską. Nie wyobrażam sobie, żeby można było jeszcze raz w życiu cieszyć się tak, jak cieszyliśmy się po olimpijskim finale. Były okresy trudne, były nawet chwile dotkliwych kryzysów, ale w sumie cała ta ogromna praca zakończyła się zwycięstwem.

Po Montrealu (1976) przyszła propozycja gry w stołecznym klubie. Tak ten czas wspomina: – Trafiłem do Legii po olimpiadzie – gdy trener Wagner przeszedł do Warszawy i chciał skompletować zespół taki jaki sobie wymyślił, więc porozsyłał zaproszenia. Dla mnie przyszło wezwanie do wojska, aby odbyć służbę, a to już była chyba ostania komisja, bo byłem pracownikiem wojska Świdnik, niezbędnym do produkcji helikopterów i motocykli. Była taka euforia po olimpiadzie, a tutaj powołanie do wojska. Interwencje i listy nic nie dały. No to tyle co z ojcem wywalczyliśmy, to pójście do wojska, ale w Lublinie. W wojsku powiedzieliśmy, że odsłużę te dwa lata, ale na siłę nikt nie będzie mi dyktował, gdzie mam grać. W między czasie był jeszcze wypadek samochodowy, w którym zginęli nasi zawodnicy, niektórzy z nich byli połamani, więc drużyna Avii była rozsypana. Po roku, gdy byłem w wojsku przyszło już inne … zaproszenie – z Legii. Tym razem, rozmowy były spokojne, o tym na jakich warunkach miałoby się odbywać moje przejście, a nie o wcieleniu do wojska. Postanowiliśmy się przenieść. Ja, ojciec i jeszcze brat, który też grał w siatkówkę. Dzięki temu, że uparłem się i przez rok nie chciałem przyjść, to była już tam całkiem inna rozmowa. Normalna, podobna do tego jak w dzisiejszych czasach podpisuje się kontrakty.

W Legii Warszawa występował w latach 1977-1983. W tym czasie, na swoim koncie zapisał mistrzostwo Polski (1982/1983), 2-krotnie wicemistrzostwo Polski (1980/1981 i 1981/1982) oraz 2-krotnie brązowy medal MP (1977/1978 i 1979/1980). A w swoim ostatnim sezonie występów w barwach „Wojskowych” został wybrany najlepszym graczem polskiej ligi.

Po Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie wyjechał do Włoch, gdzie przez osiem lat reprezentował zespoły z Modeny, Parmy (z tą drużyną zdobył Puchar Europu Mistrzów Krajowych w 1985r.), Ferrary i Citta di Castello. Swego czasu to Tomasz Wójtowicz uczył grać w siatkówkę Włochów. – Na początku jeździliśmy ich tam uczyć. Włosi się uczyli od nas, uczyli się od innych, którzy również dobrze na świecie grali. Te początki to zdecydowanie należały do Polaków. Bo przede mną był Edek Skorek. Grał także legionista Olek Skiba, który tam wyjechał i zdobył Mistrzostwo Świata Juniorów. Zespół włoski zdobył Mistrzostwo Świata – pierwszy taki w historii sukces. Potem już między innymi dzięki nam zdominowali na następne lata siatkówkę na świecie. Wreszcie nastał moment, gdy uczniowie przerośli mistrzów.

Po powrocie w 1990 roku został przedsiębiorcą w rodzinnym Lublinie. Na początku XXI w. spotkały go dwa wielkie zaszczyty: został nominowany do nagrody dla siatkarza stulecia w wielkim plebiscycie organizowanym przez FIVB (ostatecznie na siatkarza stulecia wybrano Amerykanina Karcha Kiraly’ego), ale również dostał nominację do amerykańskiej siatkarskiej Hall of Fame mieszczącej się w Holyoke w stanie Massachusetts. W USA ma swoje popiersie w muzeum, które stanowi historię światowej siatkówki, a w Miliczu pod Wrocławiem w Galerii Gwiazd Polskiej Siatkówki, odciśniętą dłoń w brązie. Zasłużony Mistrz Sportu jest odznaczony m.in. dwukrotnie złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe. Obecnie, dość często wciela się w rolę eksperta w Polsacie Sport, komentując mecze siatkarskie.

 

Z okazji urodzin cała rodzina siatkarskiej Legii życzy wszystkiego co najlepsze i przede wszystkim dużo zdrowia! Jesteśmy niesamowicie dumni, że taki siatkarz jak Tomasz Wójtowicz jest częścią historii naszego klubu.

 

Autor: Ewa Kwiatkowska; fot. Magdalena Jacko